niedziela, 4 września 2016

239. Światło, którego nie widać


Marie-Laurie to dwunastoletnia mieszkanka Paryża, która bardzo szybko utraciła wzrok. Mieszka z ojcem, który dla ułatwienia córeczce życia zrobił makietę miasta. Niestety kiedy hitlerowcy wkraczają do miasta ojciec z córką muszą je opuścić dla własnego bezpieczeństwa i udać się do Saint-Malo. Bezbronna dziewczynka musi nauczyć się radzić sobie w nowym miejscu/twierdzy otoczonnej zewsząd ogromem artylerii.

Werner Pfening to chłopak służący w elitarnej jednostce Wehrmachtu, która namierza wrogie transmisje radiowe. Kiedy jego jednostka wysłana jest do Saint-Malo udaje mu się rozwikłać zagadkę z dzieciństwa, a także przemyśleć, czy to, co robi jest słuszne.

O "Świetle, którego nie widać" słyszałam mnóstwo dobrych opinii i źle się czułam z tym, że książka stoi na półce nieczytana. Teraz nie wiem już, czy lepiej zrobiłam czytając ją, bo doprowdziła mnie do kaca książkowego trwającego ponad 2 tygodnie, przez co mój sierpniowy wynik czytelniczy był okropnie niski, jak na mnie. Od samego patrzenia na nią w moich oczach zbierają się łzy, więc musicie wiedzieć, że zrobiła na mnie mocne wrażenie i wywołała całą gamę emocji.

"Otwórzcie oczy i popatrzcie na to, co możecie zobaczyć, nim zamkniecie je na zawsze."

Tematyka książki jest naprawdę trudna, gdyż opowiada o czasach wojny, jednak autor poradził sobie z tym świetnie. Nie skupił się także na Marie-Laure i Wernerze, czyli głównych bohaterach, ale rozwinął też historie bohaterów drugo- i trzecioplanowych, jak, np. ojciec i styjeczny dziadek dziewczynki, siostra i kolega Wernera.

Autor stopniowo przeskawiał w czasie w trakcie powieści, tkał historię głównych bohaterów, aby z czasem wyjaśnić w jaki sposób główni bohaterowie spotkali się gdzie się spotkali i w jakich okolicznościach.

Anthony Doerr wie jak pisać, aby zaciekawić czytelnika i wciągnąć go w historię, która nie należy do najmniejszych rozmiarowo. Fabuła, którą stworzył jest dopracowana do perfekcji, prawdopodobnie ze względu na to, że książka powstała dziesięć lat. Czy to od razu po przeczytaniu, czy kiedy już zdążyłam nieco ochłonąć, nie potrafię znaleźć jakiejś skazy, czegoś, co mogłabym zarzucić autorowi. Książka mnie urzekła i jest to jedna z lepszych pozycji, jakie przeczytałam w tym roku, i prawdopodobnie jeszcze nie raz o niej wspomnę.

Nie wiem co mogłabym o niej dodać, żeby Was zachęcić. Po prostu dołączam do grona blogerów i booktuberów, którzy tę książkę polecają i podpisuję się całym sercem pod ich opiniami.

Tytuł oryginału: All the light we cannot see
Autor: Anthony Doerr
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 636
Moja ocena: 10/10

6 komentarzy:

  1. Gdzie widzę tę książkę, same zachwyty... Chętnie przeczytałabym, ale za dużo innych czeka w kolejce ;v
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że zakochałabyś się w tej książce ;)

      Usuń
  2. O książce wiele czytałam, ale jakoś czuje, że mi opornie przyswajałoby się fabułę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie ta książka to 11/10 :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Biorę ją do czytania. Widzę, że muszę tu częściej zaglądać, można "upolować' ciekawe tytuły :)

    OdpowiedzUsuń

Skoro jesteś już tutaj to naskrob dla mnie parę słów o recenzji/książce. Dziękuję ♥ Motywuje mnie to do dalszego pisania. :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...